Cześć i czołem jesień za oknem ;) Dziś chciałabym wam pokazać moje lakierowe nabytki z ostatniego miesiąca. Zaczynam!
Najpierw jesienne nowości od Smitten:
Jeśli chodzi o brązy (zwłaszcza Seasonal Latte) to w ogóle nie widać jego potencjału, dlatego pozwalam sobie wkleić zdjęcie swatcha z bloga Addicted to polish
Teraz kilka OPI...
I jesienna kolekcja holograficzno - duochromowa od Colour Alike
Chwilowo to by było na tyle. Na więcej nie mogę sobie pozwolić, gdyż koty oblazły zarówno mnie jak i klawiaturę.
Pozdrawiam, Polish Girl.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smitten. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smitten. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 września 2014
niedziela, 31 sierpnia 2014
Her name was Rose + Smittenowy haul
Cześć i czołem :) Ostatnimi czasy mam sporego bzika na punkcie lakierów marki Smitten, dlatego już na wstępie ostrzegam, że będą one częstymi gośćmi moich wpisów. Dziś chciałabym Wam pokazać piękny róż (holo glitter) o przyjemnej nazwie "Her name was Rose" (inspirowany serialową Rose z Doktora Who) Kolor bazowy tego lakieru, jest bardzo bliski Orlikowej "Miss Conduct", aczkolwiek Różyczka jest o wiele bogatsza w glitter i ogólną moc rażenia ;) Jest też głębsza i bardziej nasycona.
Na koniec chciałabym jeszcze pochwalić się moimi kolejnymi zakupami u Smitten :)
Pozdrawiam, Polish Girl.
Na koniec chciałabym jeszcze pochwalić się moimi kolejnymi zakupami u Smitten :)
Pozdrawiam, Polish Girl.
niedziela, 3 sierpnia 2014
Jellyfish rave
Witajcie, dziś szybki i krótki niedzielny post, w którym pokażę Wam kolejny Smittenowy nabytek. Jellyfish Rave to jasno fioletowy glitter wypakowany holograficznymi drobinami. Tak samo jak w przypadku innych lakierów tego typu, nakłada się bardzo dobrze i szybko schnie. Tradycyjnie nałożyłam na paznokcie dwie warstwy, a całość pokryłam topem (Poshe) W słońcu pięknie błyszczy, a w cieniu jest zgaszony i lekko srebrny. Chwilowo nie mam szans na zrobienie zdjęcia bez słońca, ale jak tylko będzie taka możliwość, to szybko pstryknę i dorzucę do notki. Na razie lakier w wersji słonecznej :)
Pozdrawiam (zrozpaczona powrotem do pracy) Polish Girl.
Pozdrawiam (zrozpaczona powrotem do pracy) Polish Girl.
czwartek, 24 lipca 2014
The oncoming storm
Dziś (w dniu mojego wyjazdu na mocno zasłużony odpoczynek) postanowiłam na paznokcie nałożyć jeden z nowych nabytków od Smitten. Padło na The Oncoming Storm :)
TOS, to żelowa baza w kolorze niebieskim (Royal Blue) z domieszką (ogromną!) srebrnego glitteru. Jego konsystencja jest przyjemna i lakier dobrze się aplikuje nawet przy drugiej warstwie (niektóre żelki i glitty mocno glutkują przy kolejnych warstwach) Krycie bez zarzutu - jedna warstwa wygląda dobrze, a dwie to już ideał ;) Wykończenie lekko chropawe, dlatego ja nałożyłam solidną warstwę topu (Poshe) Moim zdaniem tego typu lakiery należy przykrywać topem, gdyż dopiero on wydobywa pełną głębię koloru. Sam lakier jest bardziej płaski i o wiele bledszy.
Niestety nie mam dobrego aparatu i nie jestem w stanie uchwycić tego jak ten lakier wygląda. Nie wiem czy w ogóle da się to zrobić, bo oglądając swatche z zagranicznych blogów stwierdzam, że na żadnym zdjęciu The Oncoming Storm nie wygląda tak jak w rzeczywistości. A prezentuje się nieziemsko i obłędnie. Przypatrując się swoim paznokciom mam wrażenie, że ten kolor zaraz mnie pochłonie i dosłownie się w nim zatopię :) W sztucznym świetle ładnie migocze i faktycznie wygląda jak niebo przed nadchodzącą burzą, ale w świetle dziennym i lekko pochmurnym jest tak niebieski, mocny i głęboki, że aż nierzeczywisty.
Pozdrawiam Was serdecznie, Polish Girl.
TOS, to żelowa baza w kolorze niebieskim (Royal Blue) z domieszką (ogromną!) srebrnego glitteru. Jego konsystencja jest przyjemna i lakier dobrze się aplikuje nawet przy drugiej warstwie (niektóre żelki i glitty mocno glutkują przy kolejnych warstwach) Krycie bez zarzutu - jedna warstwa wygląda dobrze, a dwie to już ideał ;) Wykończenie lekko chropawe, dlatego ja nałożyłam solidną warstwę topu (Poshe) Moim zdaniem tego typu lakiery należy przykrywać topem, gdyż dopiero on wydobywa pełną głębię koloru. Sam lakier jest bardziej płaski i o wiele bledszy.
Niestety nie mam dobrego aparatu i nie jestem w stanie uchwycić tego jak ten lakier wygląda. Nie wiem czy w ogóle da się to zrobić, bo oglądając swatche z zagranicznych blogów stwierdzam, że na żadnym zdjęciu The Oncoming Storm nie wygląda tak jak w rzeczywistości. A prezentuje się nieziemsko i obłędnie. Przypatrując się swoim paznokciom mam wrażenie, że ten kolor zaraz mnie pochłonie i dosłownie się w nim zatopię :) W sztucznym świetle ładnie migocze i faktycznie wygląda jak niebo przed nadchodzącą burzą, ale w świetle dziennym i lekko pochmurnym jest tak niebieski, mocny i głęboki, że aż nierzeczywisty.
Pozdrawiam Was serdecznie, Polish Girl.
niedziela, 13 lipca 2014
Not your mama's easter grass
Witajcie, po bardzo długiej przerwie :) Moja nieobecność na blogu spowodowana była kilkoma zawirowaniami zawodowo-zdrowotnymi, ale już wszystko mam ogarnięte i zdrowe, więc jest spora szansa na regularne notki :)
Dziś mała prezentacja lakieru od Smitten Polish (swoją drogą, to chyba moja ulubiona marka indie, aczkolwiek dokładniej przetestowałam dopiero dwie...) Not Your Mama's Easter Grass to żelowa baza w kolorze neonowej zieleni, wyładowana jaskrawym zielonym (i odrobinę holo) glitterem. Lakier w sam raz na letnie, upalne dni. Jego aplikacja przebiega łatwo, aczkolwiek trzeba go nakładać precyzyjnie, gdyż tworzą się lekkie prześwity. Plusem jest to, że w świetle i słońcu nie są one zbyt widoczne. Dopiero aparat i mocne przyglądanie się mogą wykryć drobne braki. Schnie bardzo szybko i długo się utrzymuje (nawet z top coatem, w przeciwieństwie do glittków od China Glaze)
Jedno zdjęcie na "sucho" w świetle dziennym, reszta z topem w sztucznym świetle.
Prawda, że jest zauważalny? ;)
Pozdrawiam, Polish Girl.
Dziś mała prezentacja lakieru od Smitten Polish (swoją drogą, to chyba moja ulubiona marka indie, aczkolwiek dokładniej przetestowałam dopiero dwie...) Not Your Mama's Easter Grass to żelowa baza w kolorze neonowej zieleni, wyładowana jaskrawym zielonym (i odrobinę holo) glitterem. Lakier w sam raz na letnie, upalne dni. Jego aplikacja przebiega łatwo, aczkolwiek trzeba go nakładać precyzyjnie, gdyż tworzą się lekkie prześwity. Plusem jest to, że w świetle i słońcu nie są one zbyt widoczne. Dopiero aparat i mocne przyglądanie się mogą wykryć drobne braki. Schnie bardzo szybko i długo się utrzymuje (nawet z top coatem, w przeciwieństwie do glittków od China Glaze)
Jedno zdjęcie na "sucho" w świetle dziennym, reszta z topem w sztucznym świetle.
Prawda, że jest zauważalny? ;)
Pozdrawiam, Polish Girl.
niedziela, 18 maja 2014
Claddagh - dużo zdjęć!
Witajcie :) dziś na blogu nadal w klimacie indie i marki Smitten. "Claddagh", to zielone jaskrawe holo (linearne) które ma w sobie trochę niebieskich podtonów. Ten kolor określiłabym jako niewiadomoco ;) bo czystą zielenią nie jest, a turkusem tym bardziej. Taki misz masz kolorystyczny, troszkę w typie Bamberki od Colour Alike (niebieski z zielonymi podtonami) Przyznam, że Claddagh wywołuje u mnie mieszane uczucia. Sam w sobie podoba mi się bardzo, jednak nie do końca czuję się dobrze mając go na paznokciach. Nie "odstaje" jakoś widocznie, ale jest w nim coś, co przeszkadza, gdy nie widać efektu holo, a jedynie sam kolor.
Lakier kryje bardzo dobrze już po jednej warstwie, dla uzyskania głębi i podbicia koloru lepiej jednak nałożyć dwie. Wszystko szybko wysycha, nie bąbluje i nie smuży. Wielkim plusem jest to, że nie ściera się z końcówek. Wytrzymał ze mną 10 godzin w pracy, kilkugodzinne porządki (+ szorowanie łazienki) bez najmniejszego uszczerbku. Nadal idealnie pokrywa paznokcieć.
Na zdjęciach widzicie: warstwa Essie Millionails + dwie warstwy Claddagh + miejscowe zapaćkanie skórek żółtym, tłustym balsamem do paznokci 2x5 (musiałam je mocno nawilżyć po czyszczeniu cifem kuchni...)
Pozdrawiam, Polish Girl.
Lakier kryje bardzo dobrze już po jednej warstwie, dla uzyskania głębi i podbicia koloru lepiej jednak nałożyć dwie. Wszystko szybko wysycha, nie bąbluje i nie smuży. Wielkim plusem jest to, że nie ściera się z końcówek. Wytrzymał ze mną 10 godzin w pracy, kilkugodzinne porządki (+ szorowanie łazienki) bez najmniejszego uszczerbku. Nadal idealnie pokrywa paznokcieć.
Na zdjęciach widzicie: warstwa Essie Millionails + dwie warstwy Claddagh + miejscowe zapaćkanie skórek żółtym, tłustym balsamem do paznokci 2x5 (musiałam je mocno nawilżyć po czyszczeniu cifem kuchni...)
Pozdrawiam, Polish Girl.
niedziela, 11 maja 2014
Glacial springs
Witajcie :) Dziś przychodzę do Was z kolejnym lakierem typu indie. O tym cudeńku marzyłam od chwili, w której ujrzałam go po raz pierwszy. Zauroczył mnie do tego stopnia, że codziennie oglądałam jego swatche w internecie, a dzięki sprzyjającym okolicznościom (o których mówię: Zygzak) udało mi się go kupić na wspólnych zakupach internetowych. Lakier ten nosi nazwę "Glacial Springs" i jest dzieckiem Noelie, tworzącej pod marką "Smitten Polish". "Glacial Springs" to holograficzny glitter o wykończeniu jelly. Do bazy w kolorze teal (teal "po polsku" to chyba cyjan, prawda?) nawrzucano drobinek w zielonym, kobaltowym i turkusowym kolorze. Całość bardzo łatwo się aplikuje, do pełnego krycia wystarczyły mi dwie warstwy (aczkolwiek aparat wie swoje i w niektórych miejscach paznokieć przebija, co gołym okiem jest jednak praktycznie niezauważalne) Lakier po wyschnięciu jest leciutko chropawy, więc fankom gładkości ;) polecam nałożenie top coatu.
Na zdjęciach widzicie warstwę Essie Millionails (bo mam wrażenie, że GS może przebarwiać płytkę) + dwie warstwy lakieru. Zdjęcia niestety nie są tak piękne jakbym chciała. Glacial to lakier trudny do sfotografowania. Aparat wszystko wyostrza i uwydatnia glitter. W rzeczywistości jest on zupełnie wtopiony w bazę, zmieszany (trudno wyłapać pojedyncze drobiny) i daje niesamowite wrażenie "migotania". Mój mąż stwierdził, że paznokcie wyglądają jak zanurzone w potoku. No i coś faktycznie w tym jest, bo ja też mam skojarzenia z krystalicznie czystą wodą, która pokazuje co ukrywa pod powierzchnią. Kolor jest mocny, żywy i skrzący (chyba nigdy nie widziałam takiego nasycenia koloru)
Już po jednym użyciu mogę śmiało powiedzieć, że kocham ten lakier ♥ ☺ A Wy co o nim sądzicie?
Pozdrawiam, Polish Girl.
Na zdjęciach widzicie warstwę Essie Millionails (bo mam wrażenie, że GS może przebarwiać płytkę) + dwie warstwy lakieru. Zdjęcia niestety nie są tak piękne jakbym chciała. Glacial to lakier trudny do sfotografowania. Aparat wszystko wyostrza i uwydatnia glitter. W rzeczywistości jest on zupełnie wtopiony w bazę, zmieszany (trudno wyłapać pojedyncze drobiny) i daje niesamowite wrażenie "migotania". Mój mąż stwierdził, że paznokcie wyglądają jak zanurzone w potoku. No i coś faktycznie w tym jest, bo ja też mam skojarzenia z krystalicznie czystą wodą, która pokazuje co ukrywa pod powierzchnią. Kolor jest mocny, żywy i skrzący (chyba nigdy nie widziałam takiego nasycenia koloru)
Już po jednym użyciu mogę śmiało powiedzieć, że kocham ten lakier ♥ ☺ A Wy co o nim sądzicie?
Pozdrawiam, Polish Girl.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
